Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania komin, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania komin, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

Barwy wybitnie zimowe

Skończyłam komin, który jakoś specjalnie nieplanowany, jest już gotowy. Uwielbiam robić z włóczek, które jakiś czas przeleżały zapomniane w głębi szafy. Gromadzone w czasach, kiedy wszystko było cenną zdobyczą. Niedawno wygrzebałam stare akryle  w jaskrawych barwach i pomyślałam: Komin? A czemu by nie. Może nie będzie zbyt mocno grzał, ale na kurtkę, pod kaptur może być. Nie pozwoli, by wiatr hulał po szyi. Komin zatem już jest, długi, bo ma obwód około 170 cm i kolorowy. Powiedziałabym, że poraża kolorami. Barwy więc wybitnie zimowe, na poprawę nastroju.


W planach, a w zasadzie już w robocie, kolejny komin. Podoba mi się konstrukcja i prostota. Spokojnie mogę słuchać audiobooków, oglądać filmy. W słuchawkach dalej "Harda" Cherezińskiej.
Metodą tradycyjną męczę Lee Childa "Poziom śmierci". Nie potrafię powiedzieć, dlaczego "męczę", bo książka napisana lekko, dużo akcji, ciekawe postacie dające się lubić, ale i ostre sceny. Powieść ma wszystko, co kryminał mieć powinien, a czytanie ślimaczy mi się. Przyznam, że powieści sensacyjne lubię/lubiłam bardzo (?), ale teraz jakoś bliżej mi do biografii i historii. Gust mi się zmienił? 




czwartek, 23 września 2010

Komin

Po czapce z listkami, komin do kompletu, chociaż rozmiary komina pozwalają na użycie go jako nakrycia głowy. Będą jeszcze rękawiczki szydełkowe. Muszę chyba jednak odłożyć na jakiś czas szarości i zmienić barwy. Chodzi za mną pewien projekt - nie wiem jak go zwać - Alexandra Hoodie czy Hillcardigan?
W każdym razie oto on:


Fotki pochodzą z Ravelry

A tu mój wytwór i dane techniczne
- włóczka Szronik 15% wełna, 85%akryl; 100g = 250 m x 3 motki
- drut okrągły 3 mm
- szerokość całkowita ( bez rozciągania ) - 66 cm = 200 oczek
- wysokość 55 cm =  165 rzędów
Dół luźno zakończony pozwala naciągnięcie na ramiona.


poniedziałek, 22 września 2014

I po mistrzostwach...

Prawie miesiąc kibicowania, ale robótki jakoś szły. Robiły za uspokajacz, bo emocje były silne. Skonczyłam pledzik, udłubałam "komin". Inspiracją dla tej drugiej robótki był szal znaleziony na Pintereście.
Fotka pochodzi ze strony Delia Creates, tu znajduje się też opis wykonania szala.


A tu mój wydłubany w dwa mecze Polski z Niemcami i z Brazylią. Szydełkowanie wpływało na mnie uspokajająco, bo sami przyznacie, że emocje były straszne.

Przyznam, że mój komin trochę smutny i trochę w innym kształcie, ale nie doszukałam się wymiarów pierwowzoru, robiłam na wyczucie, więc kształ trochę inny, chyba trochę węższy i wyższy. Nic to. Mnie się podoba, bo prosty, a to cenię sobie najbardziej.

I jeszcze tradycyjnie:  książki i kot



czwartek, 15 lutego 2018

Eksperymenty

Próbuję eksperymentować ze sznurkiem bawełnianym. W zasadzie to eksperyment tylko dla mnie, bo świat dawno zaczął wytwarzać ze sznurka cuda-wianki: kosze, podkładki, pojemniczki wszelkiego autoramentu. Zobaczyłam wytwory na Owocach Szycia i przepadłam. Natychmiast chciałam mieć sznurek, ale jedyna porządna pasmanteria w moim mieście jakiś czas temu padła, więc zdana jestem na "dziuplę" , gdzie wszystko w mikro ilościach. Kiedy pytam o sznurek, słyszę pytanie: Ile metrów?
To już wiem, że muszę szukać w sklepach wirtualnych. W "dziupli" deklarują, że zamówią. Wiem, że będzie drogo, więc rezygnuję. Zamawiam  w necie, a tu klops. Mój numer telefonu, na który dostaję kody potwierdzające płatność, przez jakiś czas nieaktywny. Zamawiam z pobraniem i wychodzę, jak Zabłocki na mydle. Ale za to sznurek mam i dziś pierwsza akcja.


Foty kiepskie, bo moje narzędzie od dokumentowania w reklamacji. Kolor kociej podkładki - miętowy, przepiękny. Tu nie wiadomo, co to. Ale chyba jestem z podkładki zadowolona. Mam zamiar dać ją na jakiś bazarek na rzecz kotów. Mała rzecz, a może pomoże. I tak mi się to życie kręci. Kocio, robótkowo, bazarkowo i książkowo.
Udało mi się przeczytać "Hrabinę Cosel" Kraszewskiego. Niedawno ukazało się nowe wydanie (wydawnictwo MG). Czytałam z przyjemnością. Szkoda, że nie widać na horyzoncie dalszych części Trylogii Saskiej. A może będą? Książka starannie wydana, twarda oprawa. Aż miło się czyta. Ostatnie powieści autorstwa Kraszewskiego, jakie czytałam, to mocno sfatygowane egzemplarze, bo kto odważy się wydawać starocie? A jednak ktoś taki jest. Historię Anny Konstancji Hoym zna każdy, jeśli nie za sprawą powieści, to filmu z fantastyczną obsadą - Barańską i Dmochowskim. Mimo to książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Piękna Anna, zwabiona podstępem, przybywa na dwór Augusta II. August się nudzi, potrzebuje nowej metresy. Z Anną łatwo nie będzie. Żąda pisemnej deklaracji, że w razie śmierci żony Augusta, to ona zostanie jego prawowitą żoną. August ulega, ale to właśnie, ta pisemna deklaracja, staje się przyczyną tragedii Anny. Powieść polecam, tym bardziej, że mamy ostatnio sezon na historyczne powieści. Zapewniam, że ta stara powieść nie odstaje jakością od tych napisanych współcześnie.


Nadal tkwię w historii. Słucham na Storytelu powieści Cherezińskiej "Harda" . To powieść o córce Mieszka I - Świętosławie. Słucham, choć książka papierowa na półce.  Słucham i poddłubuję komin-
 tubę. Jeszcze potrzebuję jakichś 30 cm do zakończenia. Myślę, że nim skończę słuchać "Hardą", skończę komin, a wtedy papierowe wydanie "Hardej" pojawi się w Księgarni Bezdomnego Kota


Już dziś zapraszam do buszowania po półkach Księgarni, bo jest w czym wybierać 



Do zobaczenia w Księgarni :)

środa, 22 stycznia 2014

Środowe spotkania trzeciego stopnia












U Maknety


Tym razem tydzień upływał mi bardziej robótkowo-sportowo niż robótkowo-czytelniczo, a to z prostej przyczyny - trawa Australian Open, więc śledzę poczynania tenisistów. Radwańska zagra z Azarenką w ćwierćfinale. Trwają również Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Polacy dostarczają nie lada emocji. Wczoraj rozgromili Szwedów, dziś grają z Chorwacją o półfinał. Oczywiście, w trakcie oglądania dłubię zaczęty komin, choć często muszę pruć. Szydełkowanie to liczenie, a liczenie i wgapianie się w telewizor - to pomyłki, więc to, co było do skończenia w parę dni, wymaga jeszcze trochę pracy. Mam nadzieję, że zima trochę potrwa, więc komin  jeszcze ponoszę. Albo komuś oddam. To drugie chyba prędzej.

 Kolej na czytanie. W zasadzie lektura wybrała się sama. Wydawnictwo "Iskry" ogłosiło na facebooku zabawę, no może mini-konkurs, w którym do wygrania był archiwalny projekt okładki do jednego z numerów kultowej już serii "Ewa wzywa 07" Okładkę projektował Jerzy Rozwadowski. Na niebieskim tle naklejone elementy okładki. Metoda archaiczna, dziś pewnie nikt nie podchodzi do projektu bez komputera. W końcu okładka powstała w roku 1986, bez mała 30 lat temu. Zatem pomyślałam sobie, mieć okładkę, a nie przeczytać powieści? Nie uchodzi. Czytam zatem powieść milicyjną Wojciecha Piotra Kwiatka "Za żadne pieniądze", powieść do której posiadam oryginalny projekt okładki.

wycinanka-naklejanka

nakładka z papieru technicznego z napisami

notki na odwrotnej stronie okładki

 zatwierdzenie do druku
uwagi na temat okładki

Nie pierwsza to czytana przeze mnie powieść z tej serii i nie ostatnia, a tymczasem w powieści W.P.Kwiatka  pojawia się trup - Paweł Niewczas.
Paweł Niewczas musi dostarczyć do redakcji na godzinę 9 artykuł. Ma przed sobą noc, więc na pewno zdąży. Tekst ma w głowie, wystarczy go tylko wystukać na maszynie do pisania. Na maszynie nie byle jakiej, to włoska maszyna Olivetti. Wprawdzie nie odgrywa ona żadnej roli w powieści, ale może w jakimś sensie przyczynia się do śmierci pana Pawła? Może coś na niej wysmażył; coś, co zalazło komuś za skórę? 
W każdym razie jest trup, trup jak żywy.  Co dalej? A nie wiem jeszcze, ale obiecuję, że w swoim czasie opowiem ze szczegółami.

 efekt końcowy

środa, 29 stycznia 2014

Czasem mówię sobie...













u Maknety


Czasem mówię sobie: tę środę odpuszczę, ale za chwilę uświadamiam sobie, że nie mam ku temu żadnego powodu. Czytam, coś szydełkuję, bądź robię na drutach, podczytuję to i owo, a że lektura od miesiąca nieskończona? Nie szkodzi, nikt nie powiedział, że środowe spotkania to dyscyplina olimpijska i należy bić rekordy. W tym tygodniu, jak już chwaliłam się wcześniej, skończyłam ognisty komin. Prezentuję fotkę zrobioną pod światło, ale na tej fotce moje dzieło jest bliższe rzeczywistości.

Choć i z czytaniem ostatnio kiepsko mi idzie, to przeczytałam w międzyczasie niewielką książkę z Kolibra "Diament wielki jak góra" F. Scotta Fitzgeralda. 


Wypadałoby skończyć wreszcie "Pana Przypadka i celebrytów", bo odłożyłam i zapomniałam. Muszę nareszcie zrobić porządek z czytaniem. Ostatnio zajrzałam do swego konta na Lubimy Czytać i okazało się, że sama siebie zaskoczyłam. Na półce "Teraz czytam" mam 17 książek. Jak to możliwe? A nie wiem. Muszę to wyczyścić, zostawić jedną książkę i tej jednej się trzymać. Mam nadzieję, że mi się to uda, tak jak powili robię porządek z robótkami. Wyciągnęłam z lamusa kolejną zaczętą robótkę. Nie pamiętam, od kiedy leży. To szal z Luny - Meandring Vines Shawl. Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie tę włóczkę, cieniutka, wydajna,  robiło się z niej całkiem przyzwoicie, a melanże miały bardzo fajnie odcienie. Szczególnie podobał mi się pudrowy róż. Szal nie będzie pokaźny rozmiarowo, bo mam tylko jeden motek włóczki, a nie chcę już dokupować żadnych włóczek. Zawsze mogę go zszyć i zrobić komin. Czas pokaże, co  z tego urośnie.

 wzór w całej okazałości 

 kolor w połączeniu z książką bliższy rzeczywistości

czwartek, 9 września 2010

Halens - inspiracje



Z ostatnich katalogów - robię im reklamę, ale trzeba przyznać, że starają się, robią ciekawe stylizacje, a rzeczy zupełnie fajne. Butów bym nie kupiła, ale wiosną kupiłam kurtkę i się z nią nie rozstaję.

I pytanie mam - jakich rozmiarów powinien być komin, by tak wyglądał jak na fotce?

Dopisek:
Znalazłam na allegro szal-komin z H&M z wymiarami: szerokość 100cm, wysokość 86. Straaasznie wieeelkie!

piątek, 17 grudnia 2010

Uczymy się

Nic odkrywczego, kiedy powiem, że uczymy się całe życie. Naszło mnie na takie filozofowanie po poście przeczytanym u Truscaveczki, a w zasadzie  wpisie na facebooku. Dziś akurat mam kiepski dzień na rozgryzanie niuansów oczkowych, ba, na wgapianie się w fotki - skądinąd wyraźne. Robię - jak to zdążyłam doczytać na jakimś forum - po heretycku. Robi mi się całkiem dobrze i niczego zmieniać nie będę, choć we wszystkich opisach mojego sposobu robienia nie uwzględniają. Nie wiem, jak się robić na drutach nauczyłam? Chyba w szkole, bo kiedyś był przedmiot "prace ręczne" z podziałem na zainteresowania męskie bądź damskie. Chłopaki "młotkowali", a dziewczęta różne takie robótki ręczne: druty, szydełko, wyszywanie i szycie nawet. Nie powiem, że tam mnie wszystkiego nauczyli, ale nabierania oczek i przerabiania na prawo - owszem, czyli podstawy miałam. Potem doszło to oczko lewe, ale nie mogłam dojść, jak które wygląda, a to z winy ściegu francuskiego. Bo wiadomo - robisz cały czas na prawo, a wygląda jak same lewe (prawie). Nic dziwnego, że moja znajoma robiła francuza samymi oczkami lewymi. Kiedy zapytałam, dlaczego akurat tak, to odpowiedziała, że samymi prawymi, byłyby dzianina gładka. Z dwoch stron? - pytam. No tak! - odpowiada. Kiedy spróbowała i okazło sie, że jednak nie jest gładko, była, że tak powiem, zszokowana. Ale do dziś robi ścieg "same prawe" - samymi lewymi..

Dziś mało co mnie dziwi, staram się podpatrywać nowe techniki, ale zanim do czegoś dojrzeję, musi to trwać. Nauczyłam się w końcu magic loopa, choć najchętniej posługuję się w robótkach na okrągło metodą tradycyjną czyli pięć drutów. Odkąd pojawiły się aluminiowe, a potem plastkowe, a w końcu bambusy, nie ma problemu z wypadaniu ciężkich drutów metalowych z robótki. Jednak jeden problem pozostał. Druty skarpetkowe są krotkie i nijak na nich robić np komin, chyba że robótkę rozłożyć na dwa komplety tychże.
Zatem, kiedy rodzina zaczęła się domagać szali-kominów, rad-niewola musiałam przejść na druty z żyłką i stopniowo, stopniowo, klnąc na żyłkowe pętle prowokujące koty - robię magic loopem, choć przy dużej ilości oczek trudno mówic o typowym magic loopie.

piątek, 9 listopada 2018

Kominy i rozkminy

Tak jakoś wpadłam na pomysł zrobienia kolorowego komina bez specjalnego rozkminiania. Wynalazłam wzorzec, podobne kolory i do roboty. Przesadziłam z obwodem, zamiast max 180 cm wyszło 200 cm. Niby nic, a robi różnicę


Komin wędruje na licytację na rzecz Azylu u Hani. Kto nie zna tego miejsca niech odszuka na FB, polubi i wspomoże. Niekoniecznie kominem, ale może ręcznikami papierowymi, karmą albo pomocą w sprzątaniu jak kto blisko.

No i polecam swoją Księgarnię Bezdomnego  Kota na FB.  Nowych książek masa. <3 p="">

środa, 6 stycznia 2016

Środa z Trzema Królami


Jakoś bez szału roboczego rozpoczęłam rok, bo przecież rok jak każdy, tylko liczba porządkowa inna. Zatem wygrzebałam z szafy rozgrzebany szal-komin. W zasadzie dorabiam kawałek, bo mnie podduszał. Przerabiam, ale nie sądzę, bym go jeszcze nosiła. Może dam na koty, jeśli znajdzie się amator. Z czytaniem lepiej. Czytam "Śnieg" Pamuka. Opinie różne, ale ja się zawzięłam. Przede mną ponad 500 stron. 


Za mną dwie książki. "Pana Przypadka" opisałam na blogu 52 tygodnie czytania. "Kocia magia" czeka na moją wenę. Ostatnimi czasy zawaliłam pisanie na blogu książkowym. Ostatnią notkę o książce zamieściłam w maju. Mam nadzieję się podnieść z upadku i co jakiś czas parę zdań na temat czytania zamieścić. Jacksona polecam. Niewiele wprawdzie porad o kotach, ale o nim samym wieści całkiem sporo i to bardzo zaskakujących.



I jeszcze jeden nabytek. Pewnie nieraz się chwaliłam. Kalendarze z biedronki, które moje dziecię nazywa analogową pamięcią podręczną. Lubię kalendarze, od tych wymyślnych po całkiem proste.  Jedno, czego chciałabym się trzymać  w tym roku, to notki na bieżąco - rachunki, adopcje kotów, czytanie. Mam nadzieję, że to mi się uda.

Na kalendarzach aniołek też biedronkowy sprzed lat. Z okresu, kiedy fascynowały mnie anioły. Nadal mam do nich słabość, więc można je spotkać tu i ówdzie na moich półkach.




środa, 20 października 2010

Milczę

Milczę, bo robótkowo zastój. Zastój w sensie robi się, robi, ale nie ma co pokazać. Drugą kamizelkę dziewczyńską skończyłam w terminie, ale fotki nie mam. Prace skończyłam w nocy, a o 5tej rano kamizelka pojechała w świat. Etolka na ukończeniu, do zrobienia jeden kwiatek. Nie śpieszno mi, bo dziecię orzekło, że średnio się podoba. No i w trakcie komina następnego jestem. Potrzebny, bo zimno. Robię ściegiem francuskim - przybywa powoli. Jak napisała Tkaitka w komentarzu pod poprzednim postem dotyczącym ściegu angielskiego - dwa kroki do przodu, trzy do tyłu. Obśmiałam się setnie i dziś dochodzę do wniosku, że tak chyba jest ze wszystkimi ściegowymi cudzoziemcami, a przynajmniej z francuzem i anglikiem.
Jako że komin mój w trakcie roboty, to odsyłam do pomysłów z phildara, a jest w czym wybierać.




niedziela, 9 lutego 2014

Mitenki

U Maknety dzieje się jak zawsze. Tym razem zabawa z mitenkami. Takich, jakie prezentuje na blogu autorka - nowy wzór, nie zrobię, ale wymyśliłam sobie najprostsze - ścieg francuski, na drutach skarpetkowych - bambusy, 4 mm.
Użyłam włóczki Rosi Chic - 50 g/100 m; skład - 80% polyacryl, 20% wełna. Mam nadzieję, że włóczki starczy, bo pozostał mi tylko jeden motek. Jeśli wystarczy będę miała komin, czapkę i mitenki w jednym kolorze, choć komplety, to teraz obciach. Panie stylistki przestrzegają przed kompletowaniem jednobarwnych zestawów.




 Na drutach mam 32 oczka, jeszcze dwa rzędy i będę musiała odłożyć oczka na kciuk. Bardzo fajnie robi się na okrągło ściegiem francuskim, bo oczka same się odwracają, i nie trzeba kombinować, jak przerobić oczko, by nie było skręcone. 
Dla początkujących polecam prosty wzór na mitenki, który można znaleźć na blogu u Maknety - Pierwsze mitenki , wykonać je i wziąć udział w zabawie.

wtorek, 27 stycznia 2015

czwartek, 13 października 2016

Jestem

Od maja mnie tu nie było i to nie bez powodu, ale oto jestem. Trochę robótek przez ten czas poczyniłam. Kto mnie śledzi na instagramie, ten co nieco widział. Dużo tego nie było, bo mordowałam chustę na ślub dla córki. Pierwszy projekt okazał się niewypałem. Był to projekt Love in a Mist. Szal wyszedł wąski, z garbkiem na plecach, fatalnie się układał.  Love  in a Mist okazał się również być pechowy pod innym względem. Za wzór, oczywiście, zapłaciłam, co z tego, kiedy w mojej biblioteczce na ravelry obok wzoru widnieje informacja -  not purchased on Ravelry. Niech im będzie, bo do chusty na pewno nie powrócę. Mając nóż na gardle zrobiłam chustę z darmowego wzoru - Cameo Flower. Tym razem się udało. Do wzoru dodałam około tysiąca koralików, których tu niestety nie widać.


To jedyna fotka, jaką udało mi się zrobić w przedślubnym zamieszaniu, ale wierzcie mi na słowo, że chusta się podobała.

Z czytanie było też trochę gorzej. Niestety, wciąż musiałam wybierać: Czytać czy dłubać na drutach. Jedynym wyjściem są audiobooki, postanowiłam więc wykupić abonament w storytel. Zestaw lektur pokaźny, w ramach abonamentu bez limitu. A więc dłubię i słucham. W słuchawkach - "Naznaczeni na zawsze" Emilie Schepp z cyklu  powieści z prokurator Janą Berzelius.  Przyznam, że książka mnie rozczarowała. Zbyt dużo grzybów w barszczu. Przeładowana dziwnymi i mało wiarygodnymi wydarzeniami. Dam jednak autorce szansę, bo w storytel jest jeszcze jedna jej książka ze wspomnianego cyklu. Może tym razem będzie lepiej?

Jest i robótka. Tym razem komin wg projektu Joji Locatelli - 3 Color Cashmere Cowl. Mam nadzieję, że tym razem będzie mi się podobał. Robię go z resztek włóczki mniej szlachetnej niż w projekcie, ale cóż to szkodzi, kiedy samo dłubanie jest przyjemnością, a niepewność, co z tego wyniknie, trzyma w napięciu jak powieść kryminalna.

Fotka autorki