niedziela, 27 września 2020

Co popadnie, jak popadnie

 Dalej dłubię bez jakichkolwiek planów. Włóczki z różnych źródeł - zachomikowane z dawnych lat, kupione - odłożone . Tym razem strzałka. Nie pierwsza i pewnie nie ostatnia, bo sympatycznie się to robi. Co jakiś czas wracam do tego wzoru. Szale zazwyczaj ląduję na jakichś aukcjach charytatywnych na rzecz zwierząt. Niewielkie z tego pieniądze, ale zawsze na kilka puszek karmy starczy. 





Trochę danych technicznych: rozmiar -188 x 52 cm, włóczka Moher Special Ebruli 100g/550 m, zużyłam 130 g, druty - nie pamiętam, ale na pewno przynajmniej zbliżone do zalecanych czyli coś koło 4 mm. 

Czytelniczo - marnie. Jakoś zapału do czytania brak, ale książki wciąż zamawiam, bo muszę mieć i już. Ostatnio zawładnęły mną rośliny, zaraziłam się od córki. Pod ręką książki fachowe, bo umiejętności u mnie żadne, więc muszę się doszkolić. Ostatnio poczytuję "Rośliny w domu" książka wylicytowana na aukcji u Justyny na rzecz zwierząt. Ciekawe, na ile mi tego zapału wystarczy i czy rośliny przetrwają ataki moich kotów, które bezpardonowo kopią w doniczkach i obgryzają liście. Więc wszystkie zieloności u mnie wysoko, choć nie zawsze to je chroni.





A co na drutach? Kolejna strzałka, tym razem róż i już. Zaczęłam wczoraj woeczorem. Nie wiem, co to za włóczka, na pewno bawełna. Włóczka pamięta zamierzchłe czasy, kiedy to towary przemycano z Germanii. Trochę to sztywne, ale myślę, że po praniu co nieco się obłaskawi :)


A zatem do zobaczenia. Mam nadzieję, że nie będzie to jesień 2021 roku :)


Wiosna pandemiczna

W kwietniu pisane, we wrześniu punlikowane
Nawiązując do nazwy bloga , to szczerze wyznam, że te robótki ręczne i mruczenie trzech kotów jest dla mnie wybawieniem w czasach niemalże całkowitej izolacji. Jakiś czas temu myślałam o zakończeniu działań drutowo - szydełkowych, część włóczek spakowałam i oddałam do obozu uchodźców. Może to się inaczej nazywa, ale nie w tym rzecz. Reszty włóczki nie zdążyłam rozdać, bo zaczął krążyć wirus. Dziś mam zapasy jeszcze dość pokaźne i robię, co popadnie, nie zważając na porę roku, ni panującą aurę. Dziś czapka my boshi. Po co komu latem? Do tego tak gruba? Do wypełnienia dziury czasowej.  Coś w tym stylu, ale to nie ta, podobna raczej. I nie jest to do końca My Boshi. Skrzyżowanie My Boshi z Nako Sport Wool. Podobna grubość. Szydełko 6 mm.


Jest też czytanie, oglądanie filmów, ale i tęsknota za tym, by gdzieś pójść. Koty wspierają mnie na duchu, ale i czasem doprowadzają mnie do szewskiej pasji, kiedy to nocą wdeptuję bosą stopą w rozbity słoik. Zamykam więc kuchnię, salon, ale okazuje się, że świetną zabawą w środku nocy może być gonitwa ziarenka żwirku wykopanego z kuwety. Tu główny winowajca, najbardziej przylepna, najbardziej ciekawska, tajfun nie kot. I tak to życie płynie. Kocio głównie.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Wiosna

Zdecydowanie ciepło, nie wiem jak długo, bo jakoś nie śledzę długoterminowych prognoz. Ba, tych krótkoterminowych też nie, więc rano, kiedy muszę wyjść z domu, wyglądam przez okno, by podejrzeć, jak są ubrani ludzie, by zgadnąć: ciepło dziś czy zimno? Ostrzegam, że metoda zawodna, bo zazwyczaj obok pań w zimowych kurtkach i czapeczkach też raczej zimowych, kroczy młodzież w bermudach i letnich koszulkach. Dziś w każdym razie słoneczko, a telefon informuje mnie, że dziś 2 stopnie cieplej. Wczoraj też tak mnie informował, więc domyślam się, że jeszcze trochę i na termometrze będzie 40.  Cóż,  to wszystko przez plastik, freony. Ale ja nie o tym. Chociaż w zasadzie o tym, bo o recyklingu. Tuż przed świętami w stojąc w sklepie w kolejce dostrzegłam panią wczesnowiosennie ubraną w gruby sweter, choć wszyscy w około puszyli się kurtkami puchowymi. Sweter prosty, sięgający połowy uda, z golfem, rękawy tudzież proste bez główki. Żaden ovesize, bliżej ciała, ale bez przesady. Ściągacze jak za dawnych czasów u dołu swetra i rękawów. Włóczka zdecydowanie z odzysku - różnych barw i grubości połączone sprytnie w melanż i przy tym w pasy, ale tylko na korpusie. Jeszcze kilka dni wcześniej miałam zrobić selekcję włóczek zalegających od półwiecza szafy i umieścić je bez żalu w kontenerach. No i przez ten sweter z kolejki zastanawiam się, czy nie warto przejrzeć zasoby i zgapić rękodzieło, który robiłboy w zimne poranki za "okryjbidę".

Czy ktoś wie, co mam na myśli? W przybliżeniu ilustrują to fotki z pinterst, ale to nie do końca jest to, o czym opowiadam.



Ale może komuś posłużą jako inspiracja?

PS. Oj , przydałoby mi się takie coś tu i teraz. Właśnie dostałam sms, że czeka na mnie paczka w Ruchu. Z książkami. A za oknem pan w ciepłej kurtce i dziecię w t-shircie z krótkim rękawkiem. I bądź tu mądry. 

piątek, 9 listopada 2018

Kominy i rozkminy

Tak jakoś wpadłam na pomysł zrobienia kolorowego komina bez specjalnego rozkminiania. Wynalazłam wzorzec, podobne kolory i do roboty. Przesadziłam z obwodem, zamiast max 180 cm wyszło 200 cm. Niby nic, a robi różnicę


Komin wędruje na licytację na rzecz Azylu u Hani. Kto nie zna tego miejsca niech odszuka na FB, polubi i wspomoże. Niekoniecznie kominem, ale może ręcznikami papierowymi, karmą albo pomocą w sprzątaniu jak kto blisko.

No i polecam swoją Księgarnię Bezdomnego  Kota na FB.  Nowych książek masa. <3 p="">

środa, 26 września 2018

Powroty na blogowisko

Nie pamiętam, czy coś zrobiłam od marca? To był trudny dla mnie okres, zabrakło mi ochoty na jakiekolwiek poczynania. Dziś wracam powoli do pionu i myślę, że coś od czasu do czasu pokażę.
Czym mogę się w tym momencie pochwalić? Reaktywowałam na FB  Księgarnię Bezdomnego Kota, tym razem bez współpracy z organizacją, z którą rozeszły się moje drogi, robię to w pojedynkę. Wspieram zwierzaki z całej Polski, te którym akurat potrzebna jest pomoc. Nie chwalę się, a raczej reklamuję grupę. Przyznaję się, że zależy mi na jak największej ilości uczestników, tych czytających i kupujących. Po rozstaniu z organizacją zaczęłam praktycznie od zera. Wydawało mi się, że nie dam rady, ale jakoś to idzie. Zapraszam zatem.


Robótki?
Wiem, zrobiłam kolejny komin, który pojedzie do mojej córki do Gdańska.


Włóczka NAKO Arya Ebruli (86414) Fiolety z zielenią - 150 g
Druty okrągłe 4 mm/ 40 cm
Obwód 150 cm
Szerokość - 22 cm

poniedziałek, 5 marca 2018

Barwy wybitnie zimowe

Skończyłam komin, który jakoś specjalnie nieplanowany, jest już gotowy. Uwielbiam robić z włóczek, które jakiś czas przeleżały zapomniane w głębi szafy. Gromadzone w czasach, kiedy wszystko było cenną zdobyczą. Niedawno wygrzebałam stare akryle  w jaskrawych barwach i pomyślałam: Komin? A czemu by nie. Może nie będzie zbyt mocno grzał, ale na kurtkę, pod kaptur może być. Nie pozwoli, by wiatr hulał po szyi. Komin zatem już jest, długi, bo ma obwód około 170 cm i kolorowy. Powiedziałabym, że poraża kolorami. Barwy więc wybitnie zimowe, na poprawę nastroju.


W planach, a w zasadzie już w robocie, kolejny komin. Podoba mi się konstrukcja i prostota. Spokojnie mogę słuchać audiobooków, oglądać filmy. W słuchawkach dalej "Harda" Cherezińskiej.
Metodą tradycyjną męczę Lee Childa "Poziom śmierci". Nie potrafię powiedzieć, dlaczego "męczę", bo książka napisana lekko, dużo akcji, ciekawe postacie dające się lubić, ale i ostre sceny. Powieść ma wszystko, co kryminał mieć powinien, a czytanie ślimaczy mi się. Przyznam, że powieści sensacyjne lubię/lubiłam bardzo (?), ale teraz jakoś bliżej mi do biografii i historii. Gust mi się zmienił? 




czwartek, 15 lutego 2018

Eksperymenty

Próbuję eksperymentować ze sznurkiem bawełnianym. W zasadzie to eksperyment tylko dla mnie, bo świat dawno zaczął wytwarzać ze sznurka cuda-wianki: kosze, podkładki, pojemniczki wszelkiego autoramentu. Zobaczyłam wytwory na Owocach Szycia i przepadłam. Natychmiast chciałam mieć sznurek, ale jedyna porządna pasmanteria w moim mieście jakiś czas temu padła, więc zdana jestem na "dziuplę" , gdzie wszystko w mikro ilościach. Kiedy pytam o sznurek, słyszę pytanie: Ile metrów?
To już wiem, że muszę szukać w sklepach wirtualnych. W "dziupli" deklarują, że zamówią. Wiem, że będzie drogo, więc rezygnuję. Zamawiam  w necie, a tu klops. Mój numer telefonu, na który dostaję kody potwierdzające płatność, przez jakiś czas nieaktywny. Zamawiam z pobraniem i wychodzę, jak Zabłocki na mydle. Ale za to sznurek mam i dziś pierwsza akcja.


Foty kiepskie, bo moje narzędzie od dokumentowania w reklamacji. Kolor kociej podkładki - miętowy, przepiękny. Tu nie wiadomo, co to. Ale chyba jestem z podkładki zadowolona. Mam zamiar dać ją na jakiś bazarek na rzecz kotów. Mała rzecz, a może pomoże. I tak mi się to życie kręci. Kocio, robótkowo, bazarkowo i książkowo.
Udało mi się przeczytać "Hrabinę Cosel" Kraszewskiego. Niedawno ukazało się nowe wydanie (wydawnictwo MG). Czytałam z przyjemnością. Szkoda, że nie widać na horyzoncie dalszych części Trylogii Saskiej. A może będą? Książka starannie wydana, twarda oprawa. Aż miło się czyta. Ostatnie powieści autorstwa Kraszewskiego, jakie czytałam, to mocno sfatygowane egzemplarze, bo kto odważy się wydawać starocie? A jednak ktoś taki jest. Historię Anny Konstancji Hoym zna każdy, jeśli nie za sprawą powieści, to filmu z fantastyczną obsadą - Barańską i Dmochowskim. Mimo to książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Piękna Anna, zwabiona podstępem, przybywa na dwór Augusta II. August się nudzi, potrzebuje nowej metresy. Z Anną łatwo nie będzie. Żąda pisemnej deklaracji, że w razie śmierci żony Augusta, to ona zostanie jego prawowitą żoną. August ulega, ale to właśnie, ta pisemna deklaracja, staje się przyczyną tragedii Anny. Powieść polecam, tym bardziej, że mamy ostatnio sezon na historyczne powieści. Zapewniam, że ta stara powieść nie odstaje jakością od tych napisanych współcześnie.


Nadal tkwię w historii. Słucham na Storytelu powieści Cherezińskiej "Harda" . To powieść o córce Mieszka I - Świętosławie. Słucham, choć książka papierowa na półce.  Słucham i poddłubuję komin-
 tubę. Jeszcze potrzebuję jakichś 30 cm do zakończenia. Myślę, że nim skończę słuchać "Hardą", skończę komin, a wtedy papierowe wydanie "Hardej" pojawi się w Księgarni Bezdomnego Kota


Już dziś zapraszam do buszowania po półkach Księgarni, bo jest w czym wybierać 



Do zobaczenia w Księgarni :)