poniedziałek, 2 stycznia 2023

Z Nowym Rokiem

 Wygląda na to, że prowadzenie blogów to archaizm. Prym wiodą inne media społecznościowe, na których też się pojawiam z rzadka ( pomijając FB ), ledwie ogarniam Instagram, zupełnie nie znam Tik- Toka. Dziś postanowiłam wrzucać tu coś od czasu do czasu, chociąż być może to tylko noworoczny słomiany zapał.  Postanowienia każdy robi, ciekawe, jak wygląda ich realizacja. U mnie kiepsko. Co roku podejmowałam mnóstwo wyzwań czytelniczych, wszystkie kulały. Dziś zostaję przy jednym - Trójka e-pik


Mistrzowie nie tylko w piłce nożnej - literackie oblicze Ameryki Południowej
Czas płynie...
Zabytek

Tematy jak dla średnie, lubię, kiedy tytuły nasuwają się same, dziś mam z tym problem.  Ameryka Południowa - nie moja bajka, literatura z "czasem" - nawet zaczęłam jedną z książek podarowanych na licytację do Księgarni Bezdomnego Kota - "25. godzina" Davida Benioffa. Na razie idzie ok. Muszę się spieszyć z czytaniem, bo książka w licytacji, mam czas do 6. stycznia. "Zabytek" jeszcze do wyboru, trochę tytułów mam upatrzonych, nie wiem , co wybiorę: "Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie", "Wieża Eiffla nad Piną" Beaty Szady czy "Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower" Christopher Skaife. Wszystko pod ręką, część na wirtualnych półkach Legimi. Może się uda.

W międzyczasie robótki. Nowa mania - mitenki. Sporo ich było, wczoraj skończyłam wg wzoru Fingerless Gloves "Leawes" by Valentina Georgieva. Trochę zmodyfikowane, jak to u mnie. Nigdy nie trzymam się ściśle opisu, stąd czasem niespodzianki. Tym razem w akcji neon kolor, co nieco przekłamany. 



Cóż, szczęśliwego Nowego Roku, realizacji postanowień (jednak) i spełnienia marzeń  💖


niedziela, 6 czerwca 2021

Na lato jak znalazł

 Odkopuję stare zapasy, bo wciąż mnie korci , by poczynić jakieś zakupy. Dzielnie się powstrzymuję i staram się wykorzystać to, co mam. Jest jednak problem, bo łatwiej zaplanować jakiś model i kupić włóczkę, niż wykopać z czeluści szafę coś, co nie wiadomo, kiedy kupione i w jakim celu i starać się to jakoś sensownie wykorzystać. Kiedy zaczynasz główkować, okazuje się, że raz tej samej włóczki jest za mało, a raz za dużo. Tym razem przyczyną moich cierpień jest Alize Cashmira Pure Wool. Sporo tego, ale w trzech kolorach. Zaczęłam nawet robić, coś większego, ale po długim namyśle zrezygnowałam, bo po co mi kolejny pled, bardzo niepraktyczny przy trójce kotów. Będą  więc komplety: komin-tuba ( natchnienie z poprzedniego wpisu - ha ha ha ) i czapka, jakaś prosta. Oczywiście, planami dzielę się z dziecięciem. Roztropnie odpowiada: Na lato jak znalazł ;)


Trzy wspomniane kolory włóczki Alize Cashmira Pure Wool -100% wełny, w 100 g - 300 m. Dłubię szydełkiem, chińską podróbką addi 4 mm. Niezłe, tylko zdarzyło mi się raz, że część metalowa wypadła z plastikowej rączki. 

Wzór dłubię z głowy, podpatrzyłam gdzieś, ale tyle rzeczy robiłam tym wzorem, szczególnie kocyki pod kocie doopki, że teraz wzór robię z pamięci. Kocyki zazwyczaj lądują na zaprzyjaźnionych aukcjach charytatywnych, u mnie zaś  w Księgarni Bezdomnego Kota nieodmiennie królują książki. Dziś wpadło kilka nowych tytułów, jakby ktoś zechciał zajrzeć :)







Kiedyś czytałam powieść Archera "Co do grosza", uśmiałam się mocno, tej ostatniej akurat nie znam :)
Gdyby ktoś czytał którąkolwiek z książek, to zapraszam do podzielenia się opinią w Księgarni



czwartek, 3 czerwca 2021

Puzzle

O jak mnie tu dawno nie było. Nie żebym nic nie robiła, bo zawsze coś dłubię. Doszedł jeszcze jeden rodzaj działalności manualnej, a mianowicie układanie puzzli. Nie jakieś tam szaleństwo o zawrotnej liczbie elementów, ale "pięćsetki" chętnie i namiętnie. Stąd buszowanie po sklepach w poszukiwaniu marki "cóś tanio i elegancko" No i dziś trafiam do księgarni, która ma w swojej nazwie przymiotnik "tania", nie mylić z Tania, Tanieczka, Taniusza, bo to rzeczownik własny. No w każdym razem jakoś wybitnie tanio tam nie jest, ale śmiesznie to na pewno. Przygodę dzisiejszą z outletem zaczęłam od puzzli. Opis mnie powalił: "Puzzle 350 el. Violetta w tubie". Dziecię od razu dopowiada: Dobrze, że nie w worku. Dalszej żonglerki słownej nie przytoczę, bo co nieco makabryczna, ale obie płakałyśmy ze śmiechu. Nie dość radosnego tytułu, księgarnia dodaje opis, że te puzzle to książki "końcówka nakładu, książki są nowe, ale niepełnowartościowe (mogą posiadać zażółknięcia, drobne zagięcia, itp.), mogą nie posiadać dodatków takich jak płyty CD, płyty DVD, mazaki, długopisy, naklejki i inne drobne elementy". Nie kupiłam, bo co to za puzzle, które nie mają długopisu i płyty DVD. No i jak na towar nie pierwszej świeżości, cena niezbyt niska 20 zet, więc tym razem muszę obejść się smakiem.
Na szczęście w niedalekiej przeszłości był Dzień Matki, więc obdarowano mnie kotami w worku. Mam co robić. Radostki. Kociska 560 elementów. Miłego dnia, a w zasadzie weekendu, bo długi i szeroki ;)
 

sobota, 2 stycznia 2021

Po staremu

 Pierwsza rzecz ukończona w roku 2021 to czapka. Niewielkie to dzieło rękoma poczynione, ale zawsze coś. Czapka prosta, bez udziwnień, bo takie lubię, choć sama czapek nie noszę. Pierwsze skrzypce w takich projektach gra włóczka, więc wystarczy zmienić włóczkę, a czapka nabiera nowego wyglądu. 


Tym razem włóczka Nako Sport Wool o całkiem sympatycznym składzie 25% wełny, 75% acrylicu. W 100 g włóczki - 120 m. Na czapkę zużyłam 85 g włóczki robiąc ją drutami 7 mm. 

Czapka prosta w wykonaniu, na druty nabrałam 6o oczek, ściągacz 1/1 - 11 rzędów, 20 rzędów dżersejem, na tej wysokości zaczynamy spuszczać oczka w 6 miejscach co drugi rząd do momentu aż na drutach zostanie 12 oczek, jeszcze tylko pompon i gotowe. 



Żeby nie było  tak zupełnie  "po staremu" to w ostatni dzień Starego i pierwszy dzień Nowego Roku obejrzałam serial "Od nowa" na HBO GO, aktorzy znani, dla mnie mało przekonywujący, ale jak zawsze cudowny Donald Shaterland. No i doskonały piętnastolatek Noah Jupe grający Henru'ego Frasera. Fabuła rozwija się powoli, więc proszę uzbroić się w cierpliwość, bo im dalej tym lepiej 😎

niedziela, 27 września 2020

Co popadnie, jak popadnie

 Dalej dłubię bez jakichkolwiek planów. Włóczki z różnych źródeł - zachomikowane z dawnych lat, kupione - odłożone . Tym razem strzałka. Nie pierwsza i pewnie nie ostatnia, bo sympatycznie się to robi. Co jakiś czas wracam do tego wzoru. Szale zazwyczaj ląduję na jakichś aukcjach charytatywnych na rzecz zwierząt. Niewielkie z tego pieniądze, ale zawsze na kilka puszek karmy starczy. 





Trochę danych technicznych: rozmiar -188 x 52 cm, włóczka Moher Special Ebruli 100g/550 m, zużyłam 130 g, druty - nie pamiętam, ale na pewno przynajmniej zbliżone do zalecanych czyli coś koło 4 mm. 

Czytelniczo - marnie. Jakoś zapału do czytania brak, ale książki wciąż zamawiam, bo muszę mieć i już. Ostatnio zawładnęły mną rośliny, zaraziłam się od córki. Pod ręką książki fachowe, bo umiejętności u mnie żadne, więc muszę się doszkolić. Ostatnio poczytuję "Rośliny w domu" książka wylicytowana na aukcji u Justyny na rzecz zwierząt. Ciekawe, na ile mi tego zapału wystarczy i czy rośliny przetrwają ataki moich kotów, które bezpardonowo kopią w doniczkach i obgryzają liście. Więc wszystkie zieloności u mnie wysoko, choć nie zawsze to je chroni.





A co na drutach? Kolejna strzałka, tym razem róż i już. Zaczęłam wczoraj woeczorem. Nie wiem, co to za włóczka, na pewno bawełna. Włóczka pamięta zamierzchłe czasy, kiedy to towary przemycano z Germanii. Trochę to sztywne, ale myślę, że po praniu co nieco się obłaskawi :)


A zatem do zobaczenia. Mam nadzieję, że nie będzie to jesień 2021 roku :)


Wiosna pandemiczna

W kwietniu pisane, we wrześniu punlikowane
Nawiązując do nazwy bloga , to szczerze wyznam, że te robótki ręczne i mruczenie trzech kotów jest dla mnie wybawieniem w czasach niemalże całkowitej izolacji. Jakiś czas temu myślałam o zakończeniu działań drutowo - szydełkowych, część włóczek spakowałam i oddałam do obozu uchodźców. Może to się inaczej nazywa, ale nie w tym rzecz. Reszty włóczki nie zdążyłam rozdać, bo zaczął krążyć wirus. Dziś mam zapasy jeszcze dość pokaźne i robię, co popadnie, nie zważając na porę roku, ni panującą aurę. Dziś czapka my boshi. Po co komu latem? Do tego tak gruba? Do wypełnienia dziury czasowej.  Coś w tym stylu, ale to nie ta, podobna raczej. I nie jest to do końca My Boshi. Skrzyżowanie My Boshi z Nako Sport Wool. Podobna grubość. Szydełko 6 mm.


Jest też czytanie, oglądanie filmów, ale i tęsknota za tym, by gdzieś pójść. Koty wspierają mnie na duchu, ale i czasem doprowadzają mnie do szewskiej pasji, kiedy to nocą wdeptuję bosą stopą w rozbity słoik. Zamykam więc kuchnię, salon, ale okazuje się, że świetną zabawą w środku nocy może być gonitwa ziarenka żwirku wykopanego z kuwety. Tu główny winowajca, najbardziej przylepna, najbardziej ciekawska, tajfun nie kot. I tak to życie płynie. Kocio głównie.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Wiosna

Zdecydowanie ciepło, nie wiem jak długo, bo jakoś nie śledzę długoterminowych prognoz. Ba, tych krótkoterminowych też nie, więc rano, kiedy muszę wyjść z domu, wyglądam przez okno, by podejrzeć, jak są ubrani ludzie, by zgadnąć: ciepło dziś czy zimno? Ostrzegam, że metoda zawodna, bo zazwyczaj obok pań w zimowych kurtkach i czapeczkach też raczej zimowych, kroczy młodzież w bermudach i letnich koszulkach. Dziś w każdym razie słoneczko, a telefon informuje mnie, że dziś 2 stopnie cieplej. Wczoraj też tak mnie informował, więc domyślam się, że jeszcze trochę i na termometrze będzie 40.  Cóż,  to wszystko przez plastik, freony. Ale ja nie o tym. Chociaż w zasadzie o tym, bo o recyklingu. Tuż przed świętami w stojąc w sklepie w kolejce dostrzegłam panią wczesnowiosennie ubraną w gruby sweter, choć wszyscy w około puszyli się kurtkami puchowymi. Sweter prosty, sięgający połowy uda, z golfem, rękawy tudzież proste bez główki. Żaden ovesize, bliżej ciała, ale bez przesady. Ściągacze jak za dawnych czasów u dołu swetra i rękawów. Włóczka zdecydowanie z odzysku - różnych barw i grubości połączone sprytnie w melanż i przy tym w pasy, ale tylko na korpusie. Jeszcze kilka dni wcześniej miałam zrobić selekcję włóczek zalegających od półwiecza szafy i umieścić je bez żalu w kontenerach. No i przez ten sweter z kolejki zastanawiam się, czy nie warto przejrzeć zasoby i zgapić rękodzieło, który robiłboy w zimne poranki za "okryjbidę".

Czy ktoś wie, co mam na myśli? W przybliżeniu ilustrują to fotki z pinterst, ale to nie do końca jest to, o czym opowiadam.



Ale może komuś posłużą jako inspiracja?

PS. Oj , przydałoby mi się takie coś tu i teraz. Właśnie dostałam sms, że czeka na mnie paczka w Ruchu. Z książkami. A za oknem pan w ciepłej kurtce i dziecię w t-shircie z krótkim rękawkiem. I bądź tu mądry. 

piątek, 9 listopada 2018

Kominy i rozkminy

Tak jakoś wpadłam na pomysł zrobienia kolorowego komina bez specjalnego rozkminiania. Wynalazłam wzorzec, podobne kolory i do roboty. Przesadziłam z obwodem, zamiast max 180 cm wyszło 200 cm. Niby nic, a robi różnicę


Komin wędruje na licytację na rzecz Azylu u Hani. Kto nie zna tego miejsca niech odszuka na FB, polubi i wspomoże. Niekoniecznie kominem, ale może ręcznikami papierowymi, karmą albo pomocą w sprzątaniu jak kto blisko.

No i polecam swoją Księgarnię Bezdomnego  Kota na FB.  Nowych książek masa. <3 p="">

środa, 26 września 2018

Powroty na blogowisko

Nie pamiętam, czy coś zrobiłam od marca? To był trudny dla mnie okres, zabrakło mi ochoty na jakiekolwiek poczynania. Dziś wracam powoli do pionu i myślę, że coś od czasu do czasu pokażę.
Czym mogę się w tym momencie pochwalić? Reaktywowałam na FB  Księgarnię Bezdomnego Kota, tym razem bez współpracy z organizacją, z którą rozeszły się moje drogi, robię to w pojedynkę. Wspieram zwierzaki z całej Polski, te którym akurat potrzebna jest pomoc. Nie chwalę się, a raczej reklamuję grupę. Przyznaję się, że zależy mi na jak największej ilości uczestników, tych czytających i kupujących. Po rozstaniu z organizacją zaczęłam praktycznie od zera. Wydawało mi się, że nie dam rady, ale jakoś to idzie. Zapraszam zatem.


Robótki?
Wiem, zrobiłam kolejny komin, który pojedzie do mojej córki do Gdańska.


Włóczka NAKO Arya Ebruli (86414) Fiolety z zielenią - 150 g
Druty okrągłe 4 mm/ 40 cm
Obwód 150 cm
Szerokość - 22 cm

poniedziałek, 5 marca 2018

Barwy wybitnie zimowe

Skończyłam komin, który jakoś specjalnie nieplanowany, jest już gotowy. Uwielbiam robić z włóczek, które jakiś czas przeleżały zapomniane w głębi szafy. Gromadzone w czasach, kiedy wszystko było cenną zdobyczą. Niedawno wygrzebałam stare akryle  w jaskrawych barwach i pomyślałam: Komin? A czemu by nie. Może nie będzie zbyt mocno grzał, ale na kurtkę, pod kaptur może być. Nie pozwoli, by wiatr hulał po szyi. Komin zatem już jest, długi, bo ma obwód około 170 cm i kolorowy. Powiedziałabym, że poraża kolorami. Barwy więc wybitnie zimowe, na poprawę nastroju.


W planach, a w zasadzie już w robocie, kolejny komin. Podoba mi się konstrukcja i prostota. Spokojnie mogę słuchać audiobooków, oglądać filmy. W słuchawkach dalej "Harda" Cherezińskiej.
Metodą tradycyjną męczę Lee Childa "Poziom śmierci". Nie potrafię powiedzieć, dlaczego "męczę", bo książka napisana lekko, dużo akcji, ciekawe postacie dające się lubić, ale i ostre sceny. Powieść ma wszystko, co kryminał mieć powinien, a czytanie ślimaczy mi się. Przyznam, że powieści sensacyjne lubię/lubiłam bardzo (?), ale teraz jakoś bliżej mi do biografii i historii. Gust mi się zmienił? 




czwartek, 15 lutego 2018

Eksperymenty

Próbuję eksperymentować ze sznurkiem bawełnianym. W zasadzie to eksperyment tylko dla mnie, bo świat dawno zaczął wytwarzać ze sznurka cuda-wianki: kosze, podkładki, pojemniczki wszelkiego autoramentu. Zobaczyłam wytwory na Owocach Szycia i przepadłam. Natychmiast chciałam mieć sznurek, ale jedyna porządna pasmanteria w moim mieście jakiś czas temu padła, więc zdana jestem na "dziuplę" , gdzie wszystko w mikro ilościach. Kiedy pytam o sznurek, słyszę pytanie: Ile metrów?
To już wiem, że muszę szukać w sklepach wirtualnych. W "dziupli" deklarują, że zamówią. Wiem, że będzie drogo, więc rezygnuję. Zamawiam  w necie, a tu klops. Mój numer telefonu, na który dostaję kody potwierdzające płatność, przez jakiś czas nieaktywny. Zamawiam z pobraniem i wychodzę, jak Zabłocki na mydle. Ale za to sznurek mam i dziś pierwsza akcja.


Foty kiepskie, bo moje narzędzie od dokumentowania w reklamacji. Kolor kociej podkładki - miętowy, przepiękny. Tu nie wiadomo, co to. Ale chyba jestem z podkładki zadowolona. Mam zamiar dać ją na jakiś bazarek na rzecz kotów. Mała rzecz, a może pomoże. I tak mi się to życie kręci. Kocio, robótkowo, bazarkowo i książkowo.
Udało mi się przeczytać "Hrabinę Cosel" Kraszewskiego. Niedawno ukazało się nowe wydanie (wydawnictwo MG). Czytałam z przyjemnością. Szkoda, że nie widać na horyzoncie dalszych części Trylogii Saskiej. A może będą? Książka starannie wydana, twarda oprawa. Aż miło się czyta. Ostatnie powieści autorstwa Kraszewskiego, jakie czytałam, to mocno sfatygowane egzemplarze, bo kto odważy się wydawać starocie? A jednak ktoś taki jest. Historię Anny Konstancji Hoym zna każdy, jeśli nie za sprawą powieści, to filmu z fantastyczną obsadą - Barańską i Dmochowskim. Mimo to książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Piękna Anna, zwabiona podstępem, przybywa na dwór Augusta II. August się nudzi, potrzebuje nowej metresy. Z Anną łatwo nie będzie. Żąda pisemnej deklaracji, że w razie śmierci żony Augusta, to ona zostanie jego prawowitą żoną. August ulega, ale to właśnie, ta pisemna deklaracja, staje się przyczyną tragedii Anny. Powieść polecam, tym bardziej, że mamy ostatnio sezon na historyczne powieści. Zapewniam, że ta stara powieść nie odstaje jakością od tych napisanych współcześnie.


Nadal tkwię w historii. Słucham na Storytelu powieści Cherezińskiej "Harda" . To powieść o córce Mieszka I - Świętosławie. Słucham, choć książka papierowa na półce.  Słucham i poddłubuję komin-
 tubę. Jeszcze potrzebuję jakichś 30 cm do zakończenia. Myślę, że nim skończę słuchać "Hardą", skończę komin, a wtedy papierowe wydanie "Hardej" pojawi się w Księgarni Bezdomnego Kota


Już dziś zapraszam do buszowania po półkach Księgarni, bo jest w czym wybierać 



Do zobaczenia w Księgarni :)

niedziela, 7 stycznia 2018

Tailwind i Majorka

Sprawa ma się tak, że w dalszym ciągu tkwię w niemocy, która nie wiem skąd się bierze. Święta przebrnęłam z trudem i brudnymi oknami. Od trzech dni przeżywam konieczność zlikwidowania choinki. Pewnie długo będę przeżywać, aż choinkę przysypie kurz. Nawet kotom się znudziła.

Muszę się jednak pochwalić, że znajoma zmobilizowała mnie do robienia szala,, chusty... Jak zwał tak zwał w każdym razie jest to projekt Tailwind Clary Falk



Zaczęłam, ale dobór włóczki raczej kiepski. Ani grubość odpowiednia, ani porywający dobór kolorów. Może dalej będzie lepiej? Fotka robocza, bo chwaliłam się znajomej, że coś tam klecę.



No cóż, nawet pruć nie mam ochoty.
Do czytania staram się zmobilizować lekkimi lekturami, ale efekt żałosny. Od jakiegoś czasu męczę "Powrót na Majorkę" Książka lekka, dowcipna, wydawałoby się, że na dwa wieczory, ale tak jak w poprzedniej części "Rok na Majorce", wszystko mnie bawiło tym razem wszystko mnie drażni. Malkontent ze mnie. Pewnie to wina szaroburości za oknem, bo jak inaczej wyjaśnić ten stan ducha? Bo jeśli wakacyjna lektura nie pomaga, to co może pomóc?


wtorek, 2 stycznia 2018

Nie lubię świąt, lubię prezenty

Zazwyczaj rodzina mnie pyta: Jakie masz marzenia? To takie rodzinne pytanie, kiedy nie bardzo wiemy, co komu kupić. W zasadzie, to córka rejestruje w pamięci, kiedy zdarza mi się na zakupach powiedzieć: O fajne! Albo o czymś napomknę, że widziałam, ale szkoda mi było pieniędzy. Potem takie rzeczy znajduję pod choinką. Ostatnio nic takiego nie zarejestrowała ani córka, ani syn, więc zadano mi sakramentalne pytanie: Jakie masz marzenia? Na pierwszym miejscu zawsze u mnie książki, więc bez namysłu zrobiłam długą listę, by było z czego wybierać, bo niespodzianki mają swój niezaprzeczalny urok. I tak się jakoś złożyło, że z listy pod choinkę trafiły te tytuły, na których mi najbardziej zależało. Czasem myślę, że książek, które polegują sobie w moim mieszkaniu tu i ówdzie, przeczytać już pewnie nie zdążę. Jakoś nigdy nie uświadamiałam sobie, że życie ucieka, trzeba śmierci kogoś bliskiego, by zacząć odmierzać swój czas.



"Leningrad" kupiłam sobie tuż przed Świętami. Sama sobie też robię prezenty. A robótki? Leżą. 

I jeszcze na koniec zaproszenie do Księgarni Bezdomnego Kota 



czwartek, 26 października 2017

Dziennik pokładowy - 26 października 2017

W słuchaniu "Córka Stalina" Elwiry Watały, w czytaniu "Masz na imię Camille" Agnieszki Stabro. Pierwsza interesująca, ale chyba nie powinna nosić takiego tytułu, bo pani Watała przedstawia krąg ludzi wokół Stalina w ogóle. Przyznam, że książka robi wrażenie, jak wszystko, co dotyczy dyktatury,  nieograniczonej władzy.

Druga książka, jak zawsze pięknie wydana przez Wydawnictwo MG, to biografia niezwykle utalentowanej rzeźbiarki Camille Claudel. Sława jej ginęła w cieniu wielkiego Rodina. Piękna Claudel, to postać tragiczna, a jej życia burzliwe. Dodać jeszcze należy, że książka  niekonwencjonalna, napisana dziwnie, bo to narrator zwraca się do głównej bohaterki. Mocno mnie to wybijało z rytmu czytania, ale mogę powiedzieć, że im dalej tym lepiej mi się czyta.


Robótkowo - bazarkowo. Wspomagam zwierzaki bezdomne, robótki oddaję na licytacje, bo sama swoich rzeczy nie noszę. Popełniłam ostatnimi czasy trochę chust, którymi już się chwaliłam. Ostatnio na drutach czapki. Może nie są jakiś odlotowe, ale może znajdą amatora.





A w łazience od miesiąca chory tymczas


No i zapraszam na nasze bazarki:

Bazarek TOZ oddział w Kętrzynie

i książkowy
Księgarnia Bezdomnego Kota

wtorek, 5 września 2017

Jestem po lekturze książki "Truman Capote. Rozmowy", w zasadzie wysłuchałam, choć w trakcie słuchania zamówiłam egzemplarz papierowy, albo jak mówią moje dzieci - analogowy. Zdecydowałam się na kupno, gdyż drażnili mnie dwaj lektorzy robiący za Capote'a i Grobela.  Jakoś wytrwałam, ale czytać będę na nowo. Książka papierowa też mnie rozczarowała, ale... wyglądem. Chyba przyszła bez obwoluty, okładka płócienna, jednolita, tylko na grzbiecie  złote literki T.C. , a dla mnie okładka ma znaczenie. Książka kupiona na allegro i nie pamiętam, by opis wskazywał jakieś braki. W trakcie słuchania dłubałam chustę, bez przekonania, ale nie jest źle.



Tradycyjnie chusta robiona w dwie cieniutkie nitki - acryl z lnem i nie jest to najgorsze połączenie. Śpieszyłam się, bo chciałam zdążyć na kolejny bazarek. Może znajdzie jakiegoś amatora.