
Co jakiś czas wpada na mnie jakieś nazwisko. Tym razem amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego Philip Roth. Nie powiem, że nie znałam go do tej pory, bo kiedyś mnie uczyli o nurcie żydowskim w literaturze amerykańskiej. Zetknęłam się czytelniczo z Rothem - czytałam "Dziedzictwo", z Singerem - były to jakieś opowiadania, Malamudem i jego książką "Idioci mają pierszeństwo". Umknął mi niestety czołowy przedstawiciel tegoż nurtu - Bellow, ale może kiedyś...Pewnie zastanawiacie się, co mnie naszło? Naszedł mnie listonosz, przyniósł list polecony, a w nim książkę Rotha "Praska orgia" Kupiłam na allegro. Kupiłam również "Naszą klikę" - Stany Zjednoczone lat 70-tych. Szczególnie intryguje mnie "Praska orgia" - holocaust w oczach, było nie było, Amerykanina. Poczytamy, zobaczymy... A i okładka piękna, nieprawdaż?
Ja wiem, że nie okładka stanowi o wartości książki, ale okładka może być wartością samą w sobie.
Popatrzcie na okładkę Barańczaka - "Ksiązki najgorsze", gdzieś w księgarni, bo na fotkach tego nie widać - matowa okładka, a szkła w okularkach błyszczące. Niby nic, ale pomysł - genialny.
Singera znam, reszta jeszcze przede mną. Tylko dlaczego w bibliotekach tak mało dobrych książek, a w księgarniach tak drogo...
OdpowiedzUsuń