wtorek, 29 grudnia 2009

Wychodzę

Miejsce akcji: w mieszkaniu pod drzwiami wyjściowymi
Godzina: około 21ej
Wszystkie znaki kociej mowy ciała mówią: Wychodzę!
Ja do kota: Dziecino kochana, przecież późno już, dzieci o tej porze śpią, a Ty biegać chcesz? Psy Cię zjedzą
Ja do siebie: O matko, chyba mi już całkiem na głowę padło!
Ja do Kajuty (też kot, tyle że kocica): Prawda, Kajka?
Kajuta dyplomatycznie milczy.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Od Koty.sos.pl i od Fundacji Vivy!

Jak co roku życzenia od obu organizacji działających na rzecz zwierząt, nie przeczę że jestem fanką obu i wspieram w miarę swoich możliwości. Mam dwa koty i pojęcie o kosztach utrzymania. Nie daj Panie Boże choroby...

Drodzy Państwo,
w oczekiwaniu na zbliżające się Święta życzymy wszystkiego co najlepsze,
ciepłej, rodzinnej atmosfery przy wigilijnym stole,
szampańskiej zabawy sylwestrowej oraz wielu szczęśliwych chwil w Nowym Roku.


Świąteczne życzenia!

Radosnych Świąt pełnych ciepła i radości, wypełnionych współczuciem dla wszystkich żywych istot, prezentów z dobrych uczynków do obdarowania siebie i innych, zadowolenia z podjętych wyzwań i realizacji marzeń, refleksji dotyczących minionego roku oraz optymizmu i nadziei na nadchodzący Nowy Rok , Życzy zespół Fundacji Viva!



niedziela, 27 grudnia 2009

Po świętach?

Po świętach - można tak powiedzieć. Zlot jak zawsze u mnie i stres mnie powalał od dwóch tygodni.
Co przygotować? Spis ubiegłoroczny potraw mi przepadł. Pewnie wypłynie około Wielkiej Nocy.
W każdym razie jakoś sobie bez ściągawki poradziłam. Teraz znów stres - jak co przechować, by straty były jak najmniejsze. Na grom kupiłam te krokiety z kapustą - trzy opakowania. Termin spożycia do 04.01.2010. pocieszam się, że jak kto z rodziny podupadnie na zdrowiu w czasie Sylwestra to mu barszczyku czerwonego i krokiecika zaserwuję. A może da się to zamrozić i przetrwa dłużej? W każdym razie wpadłam na pomysł spisania "wrażeń-uwagpraktycznych-bożonarodzeniowych". Coś w rodzaju pamiętnika szalonej gospodyni. Wyglądałoby to mniej więcej tak:
1. jak masz pierogi to na grom ci krokiety na dokladkę jedno i drugie grzybno-kapuściane
2. nie gotuj kompotu z kilograma suszu - za nic nie wypiją, szukają colki, soków jabłkowych, wód mineralnych i innych wynalazków z workiem lodu.
3. karkówki w sosie nigdy za wiele
4. schabu ze śliwkami nigdy za wiele
5. "ciasto nie ciasto" 3bit zmodyfikować i kontynuować, bo mówią, że dobre - a i roboty niedużo.
6. dawkę ryb w galarecie i w warzywach - na pół
7. ryż z makiem - woreczek ryżu sztuk jeden to nadmiar szczęścia, ryżowego szaleństwa amatorów mało ( a mówiłam łazanki zrobić)
Itd, itp, itd...

W każdym razie przetrwałam, stwierdzam - nie było tak źle. Oby do "jajka". Święta jajeczne nie tak szalone. Poradzę sobie.

sobota, 26 grudnia 2009

niedziela, 20 grudnia 2009

Endless Knitted Cardi Shawl

Jak zobaczyłam po raz pierwszy - stwierdziłam, że dziwadło i szkoda czasu i ambarasu. W połowie prezentacji filmiku zrezygnowałam z oglądania. E tam! Ale zobaczyłam u naszych dziewczyn na blogach - najpierw u Kryelki, potem u Hady. Zajrzałam na ravelry i stwierdziłam, że muszę to mieć. Najładniejsze na Ravelry Cardi to bez wątpienia Cardi Kryelki i Hady - zgrabne, bez zbędnych połaci dzianiny.
Metodą prób i błędów na szalu materiałowym poćwiczyłam składanie i wiem na czym dowcip polega. Zrobiłam próbki - muszę nabrać 366 oczek, druty nr 3,5. Nie jestem przygotowana włóczkowo do tego wyczynu - wynalazłam w domu simil mohair w kolorze zdechłej musztardy albo brudnego beżu nie wiem jak kolor nazwać, motki mam tylko dwa, więc nie wiem czy wystarczy - długości włóczki w motku nie podano. Zaryzykuję, w końcu nikt głowy mi nie utnie.
Zaczęłam, trochę cienkawo wygląda, ale jaki materiał takie dzieło. Fotek nie mam jeszcze, bo godzina 15ta to noc ciemna. Może jutro mi się uda zaczątek dziwadła pokazać...
Nie wiem co za wzór zastosowano na szalu - mnie to wygląda rząd oczek prawych na lewej stronie , prawa strona - prawe oczko z narzutem i na lewej stronie znów prawe - narzut zrzucić.
Nie próbowałam jeszcze, ale jak przejdę przez ściągacze, to pokombinuję ze wzorem.

piątek, 18 grudnia 2009

Batalia o karpia


Ma być humanitarnie i jestem za. Nie jestem wegetarianką ale byłam z konieczności przez 8 lat, dziecię jedno mięsa nie jadło i z lenistwa, żeby w kilku garach nie gotować - wszyscy jedliśmy dania bez zwierzątek. Ale o karpiu miało być. Oczywiście, że jak nie karp to inna ryba - pstrąg, łosoś albo całe ławice śledzi - w tonach to na wigilię idzie. Jedzmy na zdrowie, ale rzecz cała w humanitaryzmie.


I jeszcze żeby smutno tak do końca nie było - cytat z Makłowicza, z "platynowej blondynki" - ma się rozumieć: Karp był w strzępach, jakby oprawiono go granatem.

środa, 16 grudnia 2009

O książkach będzie

...a raczej o zabawie książkowej, no jak zwał tak zwał - cel zbożny. Pomysł Dhf - szczegóły na blogu Drutyszydełkoija. Czytamy i opowiadamy.
Wczoraj - w związku ze szperaniem w regulaminie Blog Roku, wypatrzyłam, że jurorem w kategorii "zainteresowania i pasje" jest Robert Makłowicz. I przypomniała mi się książka, którą kiedyś kupiłam, książka Makłowicza właśnie: Czy wierzyć platynowym blondynkom: rzecz o restauracjach i nie tylko... Otóż książka z gatunku tych, co czyta się nie dla treści, bo czymże treść? Rzeczą drugorzędną. W Makłowiczu pociąga mnie język, używa określeń niemalże archaicznych, ale za to pięknych. Programy Makłowicza oglądałam w TV, czytałam CK Kuchnię nie dla przepisów, a dla języka. Nie o ozory w galarecie idzie, a mowę polską. Więc na ponowne czytanie "platynowej blondynki" naszło mnie ciemną nocą, koło północy dokładnie. Zapomniałam, że w książce bardziej niż pięknie, będzie śmiesznie. Chyba oszalałam - śmiech mój niosło po klatce schodowej, co mówię - po osiedlu całym. Określenia, porównania zwalają z nóg. Jeżeli ktoś się odchudza - lektura doskonała, potrawy, które jadał i skomentował Makłowicz, zniechęcą do jedzenia. Dziwię się, że Makłowicz jeszcze żyje :D. To prawdziwy człowiek z żelaza.
Dodatkową atrakcją książki są zdjęcia małego Robcia - na okładce Robcio elegant w krawacie jako żywo przypominającym krawat wodza rewolucji październikowej, jest też Robcio krakowiak, Robcio góral. Książka ponadto ma jeszcze tę zaletę, że można ją czytać na wyrywki.
Polecam, ubaw gwarantowany.

Jeżeli zapomnisz wynotować co śmieszniejsze myśli pana Makłowicza, nie przejmuj się - na końcu książki znajdziesz spis.





















Okładka z poczytaj.pl/
Wydawnictwo Znak
Kraków 2004


wtorek, 15 grudnia 2009

Klin klinem czyli kota kotem.

Posiadanie kota wiąże się z pewnymi utrudnieniami. Wspomnę o jednym. Drogi kocie i człowiecze rozchodzą się zdecydowanie, mijają się nawet, jeśli idzie o aktywność. Człowiek aktywny jest za dnia, kot nocą. Oczywiście, bywają koty dobrze ułożone, jak mój Tymon, co to w dzień poluje, w nocy śpi. Bywają jednak koty, które za nic mają rękę, która karmi i kiedy właściciel owej ręki kładzie się na nocny spoczynek - wtedy do akcji wkracza mój kot nr dwa :

Kajuta
...najdziksze wymyśla swawole
ciągle poluje po moim pokoju.
To pies to zając, między stoły, stołki
Goni, ucieka, wywraca koziołki...

Znosi to pani, nareszcie nie może -
(że się Fredrą posłużę)

Kot ląduje za drzwiami, drzwi zablokowane fotelem i jeszcze tylko kilka ataków na klamkę,
bo może się uda otworzyć drzwi. Łoskot niesie po całym domu.

Dziś zainstalowałam na blogu kota. Kot Bloger. Kajuta śpi obok. O słodka zemsto! Najeżdżam kursorkiem na kota Blogera - mruczy. Kajuta budzi się i z niepokojem rozgląda.
Po chwili jednak znów się układa. Kursor na kota - blogowy kot miauczy. Kajuta zrywa sie zaniepokojona. Widzisz kocie? Ty mnie w nocy polowaniem, a ja cię w dzień kotem.

Wieści z frontu:
Kajuta przeniosła się do łazienki, śpi na suszarce, mnie wypada wziąć laptopa i usiąść na pralce lub w wannie.

niedziela, 13 grudnia 2009

Jajko drozda czyli bredzenie o kolorach











"Czytam"opis angielski, znaczy rozszyfrowuje kolory, bo miało być na żywioł, ale pomyślałam, że może warto skorzystać z gotowca tym bardziej, że większość nitek w podanych barwach posiadam. Pled szydełkowy ma być, ostro kolorowy. Chciał nie chciał po słownikach grzebię, ale sam słownik nie rozwiązuje problemu, bo np wielki słownik PWN-Oxford nie zna koloru - taupe, ale znalazłam na googlach - te niezastąpione.
Kolory:
taupe - ciemno szary
sage green
tomato red - pomidorowo czerwony
french blue
vicious green - wściekła zieleń ?? :D:D:D
purple grey - purpurowo szary ?
golden braun - zloto brązowy, cokolwiek to znaczy
melon - melon czyli taki zdechły pomarańcz
deep blue-green intensywny niebiesko zielony
citron - cytrynowy
turquoise - turkusowy
bright lilac - jasno liliowy
baby blue - niebieski jasny pastelowy?
robin's egg blue - niebieskie jajko rudzika albo drozda :D:D:D- ooo, podoba mi się
rose - różowy
bright pink - jasny pink - dziwne , bo pink to raczej wściekły róż
dusty lavender - przykurzona lawenda

Jajka drozda rzeczywiście są niebieskie, co na załączonej fotce widać.
I tak sobie myślę, by dziergać na drutach trzeba być poliglotą, matematykiem, biologiem, informatykiem.

I na koniec do biegłych w angielskim i w barwach - prosiłabym o wypowiedź w sprawie powyższych kolorow, może opisowo, bo co to jest francuski niebieski - granatowy?
A taupe - gdzieś nawet znalazłam, że to szaro- brązowy.

Pod Spodem :-))
Jeszcze jeden kolor rozszyfrowałam - sage green czyli zieleń szałwi i bądź tu mądry. Moje wyobrażenia kolorów zupełnie nie zgadzają się z tym, co widzę na fotce. Zrobiłam dwa elementy i jestem baaardzo rozczarowana, zupełnie nie te kolory.

A i "taupe" to jak wypatrzyłam na obrazku - nie jest szary a brązowy, dwa brązy tu są w użyciu;
szaro-brązowy i złoto-brązowy. Hmmm - cokolwiek to znaczy jak wcześniej rzekłam.

Tu fotka pledu, bo do tej pory to ja tak: sobie śpiewam a muzom. Wzór pochodzi z
Interweave Crochet Spring 2006

















piątek, 11 grudnia 2009

Jak zrobić gwiazdę ( przestrzenną) na drutach

Poniższe przedstawiam jako ciekawostkę z cyklu "czego to ludzie nie wymyślą" bo porywać się na takie karkołomne przedsięwzięcie nie będę. Bryłą geometryczną mi to pachnie, a fe!
























Fotki i instrukcja wykonania pochodzą ze strony Knitting Daily:




Truscaveczce wyjaśniam...

W domu moim od czasów rozgadywania sie najstarszego dziecięcia funkcjonują wyrazy :
ruskawki, gabędzie, filonki i piekaczki czyli truskawki, łabędzie (to łatwe ) i uwaga: tulipany i rzodkiewki. W słowniku słów takich "niet" i oczywiście rozumiem niepokój Truskaveczki. Więc spieszę uspokoić - nic się nie bój. :-)) Ruskaweczka to bardzo sympatyczny wyraz.

Wiem, wiem, że najlepiej się upewnić, bo jak opowiadała pewna sędzina, w sądzie odbyła się sprawa, gdzie pewna pani pozwała do sądu drugą pewną panią za obelgę. Pozwana śmiała rzec, a raczej wykrzyczeć do poszkodowanej: Ty Brahmaputro!
Już nie wspomnę o prelegencie, który nadużywał słowa "abstrahuje". Po odczycie prelegenta pobito. Mało tego, oprawcy odgrażali się, że prelegent dostanie raz jeszcze, kiedy tylko dowiedzą się, co znaczy "abstra".

Wracając do dziecięcia - długo milczało, ale kiedy zaczęło komunikować się ze światem werbalnie - pierwsze słowa, jakie padły z ust dziecięcia były: kra-kra, brama i plama. Nadmieniam, że "R" brzmiało nieskazitelnie, więc kiedy otoczenie zachwycało się tą nienaganną wymową - dziecko, by zabłysnąć, dorzucało jeszcze jeden wyraz, którego tu nie wymienię, bo jeszcze nie ma 22giej :-))

W każdym razie do dziś po sklepach się pilnuję, by nie rzec: pół kilo ruskawek, proszę. Ale nadal dokarmiam gabędzie i uwielbiam filonki. Za piekaczkami nie przepadam, bo w marketach oklapnięte jakieś.

czwartek, 10 grudnia 2009

...brazylijski serial nie cieszy mnie jak kiedyś...












Na stres czyli pospolity "dół" najlepsza jest praca, a jeszcze jak uwieńczona obżarstwem - to już pełnia szczęścia i o tak banalnych sprawach jak"dół" - zapomina się. Wczoraj usiłowałam uleczyć się słodkościami tylko. Wrąbałam karton ptasiego mleczka, ale tylko żałość mnie dopadła z powodu własnej głupoty. Na to ptasie mleczko natchnął mnie wpis Truskaveczki na blogu - ja autorkę nazywać będę Ruskavką, kiedyś to wyjaśnię. Zatem postanowiłam dziś z dołu wyleźć przy pomocy roboty i słodkości. Wzięłam się za pieczenie babeczek - muffinami zwanych. Podpatrzyłam u Agnieszki tej od Grzesia, ona podpatrzyła TU.
Zrobiłam !!! Po blachę poleciałam o 17tej na drugi koniec miasta(jakie to miasto, dwie ulice na krzyż), bo do 18tej sklep, potem jeszcze szukałam papierków muffinowych, w końcu w domu się okazało, że nie mam rodzynek. Upiekłam bez, a jak upiekłam to mi się przypomniało, że miałam kandyzowanego ananasa. No cóż - bez rozpusty - babeczki i tak cud-miód.


środa, 9 grudnia 2009

Anielsko u Jolanny

Więc kto ma ochotę niech wpadnie do Jolanny

Prezencik















Każdy zakup extra tłumaczę sobie: przecież mogę sobie zrobić malutki prezent. Myślałam o nim od dłuższego czasu, a konkretnie od wizyty w bibliotece miejskiej. Przeglądam blogi czytających i zawsze coś tam wypatrzę. Te wypatrzone tytuły usiłowałam znaleźć w bibliotece, niestety... Obiecywałam sobie, że książek nie będę kupowała, bo trzymać nie ma gdzie i ... kupiłam - dwie: Grzegorza Gortata - Zła krew i Betty MacDonald - Jajko i ja. No i na czytanie czeka trzecia książka: Johna Grishama- Klient. Tę dostałam od córki, "cuś tanio i elegancko" bo 4 zet sztuka i przypadkiem miała dwie. Za Grishamem to ja tak sobie, czytałam jego książkę a raczej książeczkę "Ominąć święta", bo miało być śmiesznie, a było właśnie tak sobie. Za to filmy wg prozy Grishama to ja i owszem, a szczególnie podobał mi się właśnie "Klient", pewnie ze względu na Susan Sarandon, którą baaardzo lubię. Przeglądałam książkę, chyba da się czytać. Opowiem, jak przeczytam - w każdym razie recenzje i opinie dwóch pierwszych książek bardzo pozytywne, ciekawam, co ja na ten temat będę miała do powiedzenia.
Obym miała podobnie dobre odczucia.

Fotki okładek Merlin i Gildia

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Gwiezdne wojny

Boże Narodzenie za pasem, więc tym razem postanowiłam się wykazać w ozdobach choinkowych. Powstało 9 gwiazdek - na 10tą zabrakło nici, ze smętnej resztki powstała choinka. Czeka mnie jeszcze krochmalenie, czego nie lubię, ale skoro ma to jakoś wyglądać...




czwartek, 3 grudnia 2009

Baktus poraz drugi



Baktusy robi się bardzo sympatycznie, więc jest następny. Niestety, zdjęcie nie oddaje uroku włóczki, która ma delikatne cieniowania. Włóczkę kupiłam w ubiegłym roku na allegro.
Jest to włóczka Rossi Chic o składzie: 80% Polyacryl i 20% Wolle - zużyłam 2 motki po 50g - 100m. Zalecane druty to 4 mm, ale użyłam 6 mm, dzięki temu baktus jest bardziej puszysty

środa, 2 grudnia 2009

Zielono mi

Nie dalej jak wczoraj dostałam znów maila od "zielonych" z prośbą o podpisanie petycji. Chodzi o wpływ człowieka na zmianę klimatu, a bardziej o ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, w którym to nasz kraj ma niemały udział. Nie będę tu rozważać kwestii ekologicznych, społecznych czy gospodarczych. Fachowcem nie jestem, ale z "zielonymi" mi po drodze, bo raczej nie fajnie żyć na śmietniku. Wszelkie akcje idące w kierunku edukowania ekologicznego społeczeństwa wspieram, czy to idzie o klimat, Rospudę, wieloryby czy foki.
I wczoraj to przypadkiem trafiłam na program w tv publicznej (rzadko tu bywam) - na program "Bronisław Wildstein przedstawia". I właśnie o ocieplenie globalne w nim szło. Powiem szczerze - zaczęłam oglądać od środka, pora była późna, pan jakiś profesor wyjaśniał, że emisja CO2 nie ma nic wspólnego z ociepleniem, ale za to powoduje, że plony są większe; pani jakaś, że się nie zna, ale CO2 ma wpływ na ocieplenie i że nikt tu jej nie słucha. Zgłupiałam. Dziś trafiłam na blog pana Adama Wajraka - i tam wojna o globalne ocieplenie. Zgłupiałam jeszcze bardziej.
Powiem tak, nie będę drążyć problemu, nie będę analizować wypowiedzi fachowców-niefachowców - do problemu podchodzić będę "zdroworozsądkowo".


A propos zieloności ;-)




Koty w potrzebie

www.koty.sos.pl